biało-na-czarnym
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
Layout by Zjfk for
Layout4you
11.01.2007 :: 19:07 :: Komentuj (2)
Chcesz wiedzieć, dlaczego zamilkłam tamtego wieczoru? Bałam się. Leciutki grymas twoich ust ostrzegał przed każdym niepotrzebnym słowem, potępiał nie uznające rygorów gramatycznych uczucie. Byłam świadoma tej kontroli i starałam się omijać chwile, o których nie mogłam mówić z beznamiętnością widza. Czas, do którego zbliżyłam się w moim opowiadaniu, jeszcze ciągle żył we mnie. W każdą noc przed zaśnięciem wpatrywałam się długo w cienie na suficie, zapamiętanym gestem wyciągałam ręce w ciemność. Nikt nie przychodził, nie mógł przyjść. Moje ciało jednak odmawiało zrozumienia, nie chciało uwierzyć w ostateczność tego odejścia.
Nie nalegałeś i nie podjęłam opowiadania. Te dwa lata stały się dla Ciebie nie odkrytym archipelagiem w moim życiu, wiedziałeś o nich niewiele.
Ten czas, stojący tuż poza mną, oddalił się teraz tak daleko jak dni, o których Ci opowiedziałam, i jak dni, o których opowiem Ci jeszcze. Moje ręce nie wyciągają się już w kierunku zamkniętych drzwi i moje ciało nie pamięta ciepła tamtego ciała. A jednak wystarczy krótkie spojrzenie wstecz, odwrócenie głowy, abym zobaczyła go znowu pochylonego nade mną.
15.01.2007 :: 23:17 :: Komentuj (7)
Nie moje są te włosy, zaplątane pomiędzy długie i szczupłe palce, nie były moje nigdy i już się takimi nie staną. Duże oczy nie zaskarbią mojej uwagi ani dziś ani kiedykolwiek. Przez zarys niebieskiego płomienia dotykam jeszcze niewidocznych prawie ust pachnących witaminą C zawartą w pomarańczowej powłoce.
Ciężki oddech muska mnie już po odkrytych plecach, nikt z pozostałych nie może go dla mnie uchwycić, dużą czcionką wypisuję na papierze jego obraz, który prawie zniknął w porannej mgle.
nie kwitnij pod moim oknem
w deszczu
nie proś szyby
żeby pod Twym oddechem ciepłym pierzchła
tyle liści
odeszło aby nie wrócić
przeklętą zielenią
podpełzasz pod moją głowę
i poprzez brwi ściągnięte
mówisz: jestem
a ja odpycham
Twoje srebrne ciało
w zaciśniętej pięści pospiesznie
kruszę na pył zerwane liście
Księżyc zatacza swój okienny okrąg.
22.01.2007 :: 23:00 :: Komentuj (2)
Potrzebuję czasu, nadchodzącej nocy, być może dni - bez słów, kształtów ani myśli. Oświecenie przemawia do mnie z pożółkłych kartek starego tomu, którego treścią bezskutecznie pragnę zagłuszyć krańce niepokojów, wzruszenia, nadchodzącego zbyt późno zrozumienia. Nadal obawiam się pewnych słów - znaków, które tak umiejętnie nauczyliśmy się omijać. Mimo płynącej muzyki słyszę dźwięk tych być może ostatnich już kroków, oddalającego się oddechu. Widzę grymas zaciskanych ust i marszczonego, jasnego czoła. Teraz już rozumiem. Bez użycia tych zbędnych dla Ciebie oczu przenikam przez siebie i szeptem kreślę na kolejnych zmiętych kartach nadchodzącą wieczność.
Potrzebuję.
23.01.2007 :: 19:53 :: Komentuj (2)
zgaś lampę uśmiechu
ponad zamkniętymi oczyma
tylko w mroku
spotkamy się bez znaczeń
Zmarznięta trawa gra w świetle poza czterościanowym niewielkim światem pogrążonym w absolutnej ciemności. Komplikacje dały jasny rezultat. Na ten pierwszy zimowy dzień i ja i Ty jesteśmy trochę kimś innym. Odrzuciliśmy ten ciężki płaszcz, choć z tego kąta widać go jeszcze wyraźnie i nawet niebieska zasłona nie pozbawi go wyraźnych rysów.
To wszystko dzieje się tak bardzo szybko, cały świat poznaję dotykiem i śmieję się z jego niewidocznej dotąd faktury. Serce odbija się od krańców mojego ciała szybując w dotąd nieznane rejony, delikatnie.
25.01.2007 :: 11:40 :: Komentuj (4)
Kiedy Wahiti w drobnych żółtych sandałkach zerwała jabłko i przyniosła ślepemu kochankowi, on zagłębiając zęby w cierpkim owocu spytał: jak wygląda jabłko? I zapragnęła mu powiedzieć wszystko i mówiła prędko o tym, że zerwała je czerwone z zielonej gałęzi drzewa, które rosło w brązowo - złotym ogrodzie. Gałąź pokryta żółknącymi liśćmi i poprzez liście wschodzące słońce owocu. Uśmiechnął się i pogładził jej policzek. Jakiego koloru są twoje oczy i usta? Moje oczy są czerwone, mówiła, a usta mają barwę zieloną... A sandałki masz żółte, sam je kupiłem w sklepie i sprzedawca zaręczał, że nie są inne a żółte. Jesteś więc ogrodem - rzucił jabłko i wziął ją na ręce skuloną i drżącą.
26.01.2007 :: 23:01 :: Komentuj (2)
Bezbarwne podmuchy wiatru strącają nam z policzków resztki bladych plam, zamieniając się w czerwone okręgi biegające wkoło po świeżym śniegu śmiejemy się w głos i bezszelestnie przysuwamy coraz bliżej siebie. Zapadający zmrok i jego świecące identyfikatory sprawiają, że niebo przybiera żółtą barwę. Moim jedynym światłem w tunelu wydaje się zdecydowana, zimna dłoń prowadząca mnie gdzieś do przodu. Wbrew wszelkim wcześniejszym zasadom poddaję się jej i pozwalam prowadzić. Dokładnie ułożone chodnikowe płyty z trzaskiem odrywają się od zmarzniętej ulicy i unoszą nas coraz wyżej, gdzie ciepło kradnie misternie złożone na części okręgi wystające z Twojej kieszeni.
Minął kolejny rok, mówię. Miną kolejne dni - z przekorą wymalowaną na twarzy odwracasz moje ręce od chwili, w której zwykłam wyciągać je przed siebie. Jutro stanie się kolejną wiecznością.
30.01.2007 :: 18:30 :: Komentuj (0)
drzazga mojej wyobraźni
czasem zapala się od słowa
a czasem od zapachu soli
i czuję jak pode mną
przestępuje z nogi na nogę okręt
i ocean jest niezmierzony
bez żadnego brzegu
zamknięta w łupinie drewna
jestem cudownie wolna
nie kocham nikogo
i niczego
Każda z materii tak bardzo przeze mnie ukochanych raz po raz ginie za kolejnymi zakrętami. Nawet 'dziś' nie może być pewne. Dlaczego ucieczka zawsze musi kończyć te najmilsze chwile? Nie rozumiem niczego, mam dość, cicho zakopuję się pod poziom morza.
31.01.2007 :: 22:06 :: Komentuj (6)
Ślizgam się na upływającym czasie z prędkością surfera niespełna rozumu - przeskakuję z fali na falę i czując zimny powiew wiatru wyciągam ręce daleko przed siebie. Towarzyszący mi strach przestaje paraliżować, zachęca do kolejnych podskoków. Huśtam się w prawo i w lewo pomrukując przy tym złośliwie i wytykając światu wady, nie zauważanie tych swoich i najbardziej podłych wydaje mi się wyjątkowo komfortowe i akurat to zachowanie starannie owijam w szary papier i przechowuję w kieszeni.
Wbrew pozorom i to odejście wstrząsnęło mną, możliwe, że najbardziej ze wszystkich, które miałam nieszczęście przeżyć. I chociaż nie chcę o tym pamiętać te kilka słów dalej odbija się od zakrętów wewnątrz mnie nie zezwalając na spokojny sen.
Z drugiej strony spotyka mnie migoczące światło odpowiadające na wahania moich żarówek. Czy tak malują się barwy kolejnych miesięcy...? Pełna jestem znaków zapytania, szare plamy tańczą mi przed szeroko otwartymi oczyma.