biało-na-czarnym

2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


Layout by Zjfk for Layout4you

12.10.2006 :: 14:09 :: Komentuj (3)
I'll shed like skin
Our memories of lazy days
And fade away the shadow of your face


Nigdy nie zapomnę momentu, w którym po raz pierwszy spojrzałam na równą, morską linię horyzontu. Miałam wtedy 6, może 7 lat - wiatr bawił się moimi włosami ledwie sięgającymi ramion a ja nie mogłam nadziwić się swojemu rozczarowaniu. Na wszystkich pięknych filmach morze wyglądało bajkowo, odbijało różowe chmury w maleńkich falach i sprawiało wrażenie najlżejszej materii na całym świecie. Sopocka plaża przypominała za to śmietnik pełen pustych butelek, głośnych urlopowiczów i ich dzieci rzucających w siebie garściami błota.

First of all must fly
My dreams of you and I
There's no point of holding on to those


Czar prysł, razem z nim stopniowo ulatywały kolejne poświaty zakrywające świat. Czy na tym polega pozbywanie się śladów bajkowego dzieciństwa i dni, które mają określony smak i barwę?

And then our ties will break
For your and my own sake
Just remember
This is what you chose


Dziś już się nie dziwię. Razem z odchodzącą magią i klimatem lata, jesieni i zimy rzucam ciemny płaszcz na fotel i zamykam oczy tylko po to, by choć przez chwilę odnaleźć się w świecie tamtych chwil.

Piece by piece
Is how i'll let go of you
Kiss by kiss
Will leave my mind one at a time
One at a time


29.10.2006 :: 14:59 :: Komentuj (1)
Przemierzam kilometry z Twoim zapachem w garści. Tylko on trzyma się mnie nadal tak mocno i bez sprzeciwu. Obraz zwalniam do domu, z własnej woli zostaje na drodze i wiem, że do tego filmu wtargnie jeszcze wiele razy. Słowa przybrane szemraniem lasu toczą się leniwymi łzami w dół pogrzebanych chęci. Niebo otwiera swe ramiona zamykając je zaraz po tym, gdy zapragnę znaleźć w nich Ciebie. Oniemiała rozczarowaniem zamykam się w szafce tuż obok budzika, który znów na darmo daje znaki istnienia myśląc, że tym razem to on poczeka na mnie. Znów mruczę w jego stronę: czekałam, przyszedłeś, zawsze wracasz, tylko Ty. Na żółtym korytarzu ósma czerdzieści sześć do drugiej ręki dostaję również obraz. Przytulam go do piersi i już wiem, że tego wieczoru wszystko potoczy się inaczej.