biało-na-czarnym

2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


Layout by Zjfk for Layout4you

04.07.2007 :: 00:07 :: Komentuj (0)
pod deszczem twoich spojrzeń
moja pogarda staje się uległa
drąży w jej wnętrzu pragnienie
w czułość porasta

twoje oczy
przebijają hartowną stal śmiechu
ciepłym deszczem
spłukują mnie ze mnie

24.07.2007 :: 21:51 :: Komentuj (4)
W powietrzu wisi czas dużych przełomów. Czuję ich ciepły oddech na plecach, maraton uważam za rozpoczęty.

Dzisiaj życie nabrało mi kolorów i choć dobrze wiem, że to jedynie wieczorny przypływ emocji to muszę, muszę, muszę! go utrwalić. Brak we mnie tkliwości a minuty płyną jak dźwięki ukochanej muzyki. Jest lepiej, lepiej, lepiej. Może to zbliżająca się perspektywna diametralnej zmiany stylu życia, może wyjazd, może... Wrzesień nie jest już najbliższym kamieniem milowym na tej krętej dróżce. Podejrzewam, że niedługo zgubię gdzieś te dzielące mnie od rozpoczęcia roku szkolnego, ale mimo wszystko jest POZYTYWNIE POZYTYWNIE POZYTYWNIE

(Wiem również, że nie jestem dziś sobą)


28.07.2007 :: 00:34 :: Komentuj (4)
Kiedyś myślałam, że jest mnie dwie. Wbrew pozorom nie były to objawy rozdwojenia jaźni (może trochę?), byłam silnie przekonana, że żyję ja-w-środku i ja-na-zewnątrz. Tą pierwszą zawsze zostawiałam pod swoją poduszką, druga przeznaczona dla ogółu śmiała się, krzyczała i zawsze była zadowolona. Ja-w-środku popłakiwała o trzeciej nad ranem i żyła przygniatana przez falujący sufit opadający co jakiś czas na głowę. Ja-na-zewnątrz udawała, że wszystko jest w porządku. Po pewnym czasie wytworzyła się ja-mediator, zawsze spędzała całe godziny na rozmyślaniach, jak wypośrodkować swoje natury, ujawnić siebie, ujawnić kogoś, kogo tak naprawdę nie było. Mam coraz silniejsze wrażenie, że dziś jestem już tylko ja i żywię nadzieję, że nie wrósł mi się pod skórę półpancerz uciskający kawałek jaźni rozszczepionej na kilka części.
Coraz większymi krokami zbliża się półmetek oczekiwania na totalny koniec chowania się po kątach. Za miesiąc będę szczękać zębami i wmawiać sobie, że z pewnością doskonale się zaaklimatyzuję... Jestem przecież taka milutka.