biało-na-czarnym

2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


Layout by Zjfk for Layout4you

11.09.2006 :: 14:33 :: Komentuj (5)
- (...) pozwalasz się litować nad sobą obcym ludziom?
- Nie, to mnie nie dotyczy.
- Jak to - nie czujesz tych wszystkich lepkich spojrzeń, które przylegają do twojej twarzy - nie widzisz uśmiechów, półuśmieszków, słówek w rodzaju: "biedna, biedna, a taka młoda" - czyżby istotnie na ciebie ludzie tak mało zwracali uwagi, czy może masz jakiś sposób, że chodzisz niewidzialny z tą swoją bladą twarzą?
- No popatrz - nareszcie zauważyłaś, że mam twarz. Nie, ludzie nie są obojętni nawet w moim wypadku, chociaż daleko mi do ciebie, szepczą, uśmiechają się, przechodzą - a ja też przechodzę i nie widzę ich - tak wygodniej, nie lepiej, ale wygodniej.
- Zazdroszczę ci tego -ja nie potrafię nie widzieć.
- Biedactwo - wiele rzeczy nie potrafisz... W gruncie rzeczy różnicie się z nią charakterami ogromnie, powiedziałbym, zastanawiająco. (...) W tobie jest więcej ruchu pod pozorami spokoju, niż kiedykolwiek ona wydobędzie z siebie wszystkimi ćwiczeniami gimnastycznymi. Na przykład teraz - milczysz, a przecież kipią w tobie nie wypowiedziane myśli - w każdej minucie buntujesz się na nowo, ciągle na nowo, ciągle na nowo - masz w sobie wulkan. (...)
- Ślicznie potrafisz mówić, tylko, że to nic nie pomaga.
- Któż ci powiedział, że chcę ci pomóc - nie jestem lekarzem, nie mam żadnych parszywych pretensji do ulżenia twoim cierpieniom - tego niestety nie potrafię - jestem bezsilny - spójrz na mnie - to ci powinno wystarczyć, ode mnie nie spodziewaj się pomocy. Przyszedłem tu porozmawiać z tobą, przyniosłem ci książki.
- Pokaż.
- Znów będziesz smutna i zła.
- Nie - lubię te książki, a smutno mi dlatego, że nie mogę sama nic przeżyć, nic z tych cudnych, dalekich rzeczy.
- A mnie jest wesoło, gdy czytam te same książki, czasem miło, kochanie, dowiedzieć się, że życie może być równie podłe tu i pod równikiem - jest coś piekielnie wspólnego w losie gruźlika - jak ja i tego tam nieudanego kapitana. Fatalizm - nie wiem jak to nazwać... Wiesz czego im należy zazdrościć - śmierci, tylko tego jednego. Oni potrafią odważnie umierać.
- Jesteś okrutny.
- Bo cię straszę, czy to istotnie takie nowe dla ciebie, założę się, że wszystkie te godziny, które tu spędzasz sama - myślisz o tym, tylko o tym i dręczysz się na śmierć. Czemu nie mielibyśmy porozmawiać razem? Śmierć gdy się o niej mówi we dwoje przestaje być straszna - wierz mi, nigdy nie powinnaś myśleć o śmierci samotnie...
- Skąd ty wiesz?
- Zapominasz czym jestem, choroba ma to do siebie, że zawsze jest taka sama - zdrowie może mieć tysiące odcieni, tysiące barw - choroba nie - zawsze szara.
- Czy wiesz, że jesteś większym melancholikiem ode mnie?
- Wiem - ty jesteś bardzo odległa od melancholii - w tobie jest bunt, we mnie rezygnacja.
- Kłamiesz - nigdy się nie rezygnuje.
- Czasem tak - bardzo rzadko - ale bywa... (...)

24.09.2006 :: 19:52 :: Komentuj (4)
Mija kolejny upojny tydzień podczas którego nie wybiłam nikomu zębów, nie naplułam pod nogi ani nie miałam ochoty zepchnąć ze schodów. Czy za szczyt swoich intelektualnych osiągnięć mam uważać pamięciowe opanowywanie kolejnych epok w dziejach naszej planety? Zaczynam się obawiać, czy w tym roku aby na pewno zdam z chemii i czy ocena z matematyki nie będzie nazbyt niska. Czy obsesyjne przejmowanie się swoimi ocenami można nazwać za syndrom rozhisteryzowanej trzecioklasistki? Obawiam się, że tak i, że za jakiś czas i ja zacznę żyć wykonywaniem tablic dydaktycznych do ozdobienia ścian klasopracowni przedmiotów ścisłych, które wydają się deptać mi po palcach jak na złość. Z utęsknieniem patrzę na tłum jeszcze nie tak dawno znajomych ze szkoły twarzy podążający do innego, mniej zdegradowanego budynku i odliczam dni do następnych wakacji, po których ma być już tylko lepiej.